wtorek, 22 stycznia 2019

Początki młodego kierowcy #1

Moje pierwsze doświadczenie i coś o mojej osobie


Witam, 
Drogi czytelniku 😊

       Zakładając tego bloga miałem myśl o dzieleniu się opiniami, uwagami oraz doświadczeniami z innymi użytkownikami dróg na temat motoryzacji. Moje doświadczenie nie jest duże, a wręcz bym powiedział znikome, patrząc na starszych kierowców, ale mimo to nie zniechęciło mnie to do napisania tego posta.

ZACZNĘ OD SIEBIE
Mam 21 lat, głębsze zainteresowanie motoryzacją narodziło się we mnie zaraz przed przystąpieniem do kursu, gdy tata zabierał mnie na plac, samo siedzenie za kierownicą i jeżdżenie z małymi prędkościami dawały mi frajdę zawsze kiedy tylko mogłem pojeździć, bywało różnie raz dobrze raz gorzej, ale z czasem przyszła odwaga i pewność jak później się okazało zgubna.
Co mam na myśli?
Pierwszy dzień kursu praktycznego, zasiadam za kierownicą samochodu benzynowego, było to Suzuki Swift pełny nadziei, że wszystko pójdzie dobrze, standardowa procedura ustawiam  fotel, kierownice, lusterka, zapinam pasy i ruszam. Droga na plac manewrowy przeszła spokojnie (nie był on daleko 👍). Zapoznałem się ze specyfikacją samochodu i zacząłem uczyć się jazdy po "łuku", ruszania pod wzniesienie, lokalizacji poszczególnych zbiorników płynów, oraz rozróżniania różnych trybów świateł. Miałem bardzo cierpliwego instruktora, który wiele mnie nauczył i wiele mądrych rad przekazał. Po wyjeżdżonych 15 godzinach przyszedł dzień zwątpienia, czy dam radę dalej?, myśli było 1000, ale moje zaparcie wygrało i nie zrezygnowałem, kolejne godziny tylko utwierdzały mnie w tym, że jest coraz lepiej i tak będzie do końca. 
Przyszedł dzień egzaminu teoretycznego, na który szedłem z podniesioną głową i z taką też wychodziłem, egzamin poszedł perfekcyjnie 100%! Pomyślałem "teraz to już tylko praktyczny i będzie ze mnie kierowca"😂 Z takim przeświadczeniem żyłem do dnia egzaminu, gdy już przyszła ta chwila i po 2 godzinach czekania na wywołanie ruszyłem w bój.
Egzaminator był neutralny nie dał po sobie poznać, w jakim jest humorze, a zależało mi na miłej atmosferze, bo komu by nie zależało 😏 plac poszedł bez problemów przyszła ta trudniejsza część wyjazd na drogę publiczną oczy dookoła głowy i jadę większość trasy była spokojna bez większych utrudnień, gdy nagle egzaminator kazał skręcić w prawo pech chciał, że były trzy drogi w prawo i skręciłem w tą drugą moje zdziwienie było ogromne, serce zaczęło bić jak szalone nagle egzaminator "oblał pan nie ta droga". Wracałem na fotelu pasażera ze spoconymi dłońmi, miesiąc czekania na kolejny egzamin zleciał bardzo wolno ale przez ten czas dużo się dowiedziałem i uzupełniłem swoją wiedzę o kolejne godziny nauki jazdy. Egzamin był o 14:45 zdawałem jako ostatni, było dobrze jazda przebiegła pod ogromnym stresem, ale ten stres przerodził się w radość po pozytywnym wyniku. Radości nie było końca czekałem tylko na otrzymanie prawa jazdy i chciałem ruszyć, zdobywać doświadczenie bez asekuracji instruktora. Tak też się stało od tamtego momentu pewność za kierownicą wzrosła diametralnie co przekłada się na coraz to lepszą jazdę. Nie uznaje się za kierowcę rajdowego, ale od czegoś trzeba zacząć, żeby później prowadzić samochód  przede wszystkim bezpiecznie. 



Chętnie przyjmę opinie innych oraz konstruktywną krytykę wobec mojego wywodu.
Pozdrawiam i życzę każdemu szerokości!
Przemek